Świadomość sytuacyjna

Świadomość sytuacyjna (ang. Situational awareness) jest zagadnieniem o którym mówi się stosunkowo niewiele i od dość niedawna. Często stanowi „brakujące ogniwo” w naszym myśleniu o radzeniu sobie w sytuacjach zagrożenia. Pisaliśmy o tym w poprzednim wydaniu. O ile twierdzenie, że właściwe postrzeganie i rozumienie sytuacji jest jednym z warunków skutecznego działania, pojawia już od starożytności i przewija w wielu doktrynach „sztuki” wojennej, o tyle „świadomość sytuacyjna” jako osobne pojęcie, przedmiot badań i szkoleń wyodrębniła się dopiero w drugiej połowie XX wieku. Dlaczego? Przyczyn może być kilka. Z jednej strony jest to koncepcja, która nam obecnie wydaje się dość prosta i intuicyjna, z drugiej wymaga umiejętności rozróżnienia pomiędzy zachowaniem człowieka a procesami myślowymi, które tym zachowaniem kierują. Dopiero rozwój nauki, którą jest psychologia poznawcza dał nam narzędzia i pojęcia by analizować i nazywać procesy związane z postrzeganiem, świadomością, podejmowaniem decyzji. Stworzył modele pozwalające przyjrzeć się tym procesom w oderwaniu od konkretnych sytuacji i zachowań – znaleźć prawidłowości i elementy wspólne pomiędzy sytuacjami i ludżmi.

Drugim powodem mógł być fakt, że rozwój „sztuki wojennej” i powiązanych z nią dyscyplin zawsze był mocno zakorzeniony w praktyce i technice. Upraszczając – ważne było to, żeby swoje wojsko wyposażyć w sprzęt skuteczniejszy od tego, którym dysponuje przeciwnik, wyszkolić żołnierzy w jego obsłudze, zapewnić odpowiedni poziom sprawności fizycznej i dyscypliny, a na poziomie dowódczym rozwijać sposoby skutecznego wykorzystania poszczególnych jednostek i formacji. Procedury i standaryzacja były kluczem do sukcesu. Nikt nie schodził do poziomu procesów myślenia i działania pojedynczego żołnierza. On nie musiał dokonywać analiz i podejmować autonomicznych decyzji, miał wykonywać rozkazy.

Co  więc sprawiło, że w końcu zainteresowano się tym zagadnieniem i zdefiniowano pojęcie świadomości sytuacyjnej? Jednym z czynników mógł być rozwój techniki wojskowej pociągający za sobą coraz bardziej skomplikowaną obsługę i wymagający coraz więcej „myślenia” od operatora. Nie bez powodu pierwsze systemowe podejście do problematyki świadomości sytuacyjnej pojawiło się w lotnictwie. Obsługa samolotu bojowego, szczególnie jednoosobowego, wymaga kontrolowania szeregu różnych procesów, orientacji w trójwymiarowym polu walki. Pilot musi jednocześnie pełnić funkcję nawigatora, strzelca, mechanika, radiooperatora i dowódcy. To wszystko stanowi ogromne wyzwanie i obciążenie dla aparatu poznawczego pilota. Okazało się, że istnieją ograniczenia nie wynikające bezpośrednio ze znajomości obsługi sprzętu, sprawności fizycznej czy refleksu – że każdy posiada pewną granicę, po przekroczeniu której nie jest w stanie skutecznie przetwarzać informacji i adekwatnie reagować.

W latach 50-tych w siłach powietrznych USA termin świadomości sytuacyjnej „situational awareness” zaczął być stosowany przez pilotów biorących udział w walkach w Korei, którzy wskazywali, że jest to czynnik decydujący o sukcesie podczas manewrowej walki powietrznej. Utożsamiali go z umiejętnością dostrzeżenia przeciwnika, obserwacji i przewidywania jego ruchu. Z czasem pojawiły się modele teoretyczne jak Pętla OODA (observe-orient-decide-act loop), zwana też cyklem Boyda (John Boyd był pułkownikiem USAF i doradcą w Pentagonie). Zakłada on, że adekwatne działanie wymaga wykonania sekwencji procesów poznawczych:

Obserwacji – zebrania informacji o otoczeniu

Orientacji – właściwej interpretacji, zrozumienia sytuacji

Decyzji – wyborze

Akcji – wdrożeniu wybranego działania

Większość sytuacji jest dynamiczna i nie kończy się po pierwszej akcji, konieczne jest stałe powtarzanie tego cyklu tak, by dopasować działanie do rozwoju wydarzeń – dlatego mówimy o pętli. Czas potrzebny na dokonanie cyklu i trafność podjętych działań będą decydować o sukcesie. Świadomość sytuacyjna, o której wspominali amerykańscy piloci, odnosi się do dwóch pierwszych faz tego cyklu – obserwacji i orientacji. Była określana jako „stan, w którym zdajemy sobie sprawę z sytuacji i rozumiemy ją, dzięki czemu możemy adekwatnie reagować”.

Co ważne jest to stan – więc musi być podtrzymywany, co angażuje szereg zasobów jak zmysły, uwaga, pamięć, myślenie, i wiąże się z pewnym wysiłkiem, czyli wydatkiem energetycznym. Zauważono, że nie jest to stan zero-jedynkowy, może występować w różnym „natężeniu”, w zależności od wymogów sytuacji i naszej kontroli. Im więcej elementów znajduje się w otoczeniu, im sytuacja jest bardziej złożona i zmienna, tym utrzymanie właściwego poziomu świadomości sytuacyjnej będzie bardziej obciążające. Przekładając to na realia strzeleckie: każda dyscyplina wymaga uwagi i orientacji, jednak z inną sytuacja mamy do czynienia przy strzelaniu statycznym, tarczowym, w którym ilość i zmienność bodźców w otoczeniu jest ograniczona, koncentrujemy się przede wszystkim na kontroli naszego ciała, uzyskaniu powtarzalności trafień,  a inną przy strzelaniu dynamicznym, w którym musimy dostrzec i zidentyfikować cel, podjąć szereg decyzji dotyczących sekwencji działania, reagować na zdarzenia jak koniec amunicji w magazynku. W takiej sytuacji zwiększa się ryzyko popełnienia błędu wynikającego nie z braku umiejętności strzeleckich a podjęcia niewłaściwych decyzji lub złej oceny sytuacji. Jeszcze większe wyzwanie spotka nas  podczas treningu „force on force” albo podczas realnej walki, kiedy naszym celem nie jest bierna papierowa tarcza albo zachowujący się w przewidywalny sposób cel reaktywny, a przeciwnik, który sam adaptuje swoje zachowanie i stara się nas przechytrzyć.

Dlatego koncepcja świadomości sytuacyjnej i potrzeba jej rozwijania stopniowo przestała być domeną wojsk lotniczych i zaczęła rozwijać się w innych formacjach, także nie wojskowych – wszędzie tam, gdzie człowiek – czy to operator, czy funkcjonariusz, czy cywil, musi skutecznie działać w złożonej, dynamicznej  i/lub niejednoznacznej sytuacji.

Paradoksalnie im dalej od warunków „klasycznego” pola walki, na którym każdy kto nie jest swój jest wrogiem, wojska mają ustalone pozycje i jasno określone cele, tym większą rolę odgrywać będzie adekwatne postrzeganie otoczenia, rozumienie sytuacji, przewidywanie i konsekwencji zdarzeń. Weźmy jako przykład sytuację samoobrony przed atakiem rabunkowym. Podjęcie działań mających na celu skuteczne odparcie takiego ataku, np. przy użyciu broni, może wiązać się z ryzykiem konsekwencji znacznie bardziej dotkliwych niż utrata mienia w wyniku rabunku. Już sama konieczność uwzględniania kontekstu prawnego drastycznie komplikuje każdą sytuację konfrontacji i wymaga bardzo świadomego działania.

Pytanie, czy skoro świadomość sytuacyjna nie jest umiejętnością, którą można raz nabyć i mieć „na zawsze”, a stanem, który wymaga zaangażowania różnych procesów i zasobów, stałego podtrzymywania na odpowiednim poziomie, czy możemy ją jakoś rozwijać?

Na szczęście tak. Możemy zarówno pracować nad poszczególnymi „zasobami”, które ten stan angażuje – jak np. pamięć, czy uwaga, możemy uczyć się technik pozwalających utrzymywać świadomość sytuacyjną przy mniejszym obciążeniu naszego umysłu, możemy też tworzyć strategie i schematy postępowania, które ułatwią i przyspieszą nasze decyzje i działanie w określonych kategoriach sytuacji. O tym wszystkim w kolejnych wydaniach.

STREETSMART

Scroll to top